O rodzicielstwie, które pomaga stać się lepszym człowiekiem

Macierzyństwo zaskoczyło mnie totalnie. A w szczególności miłość macierzyńska. Kiedyś chciałam wytłumaczyć koleżance, jak odczuwam miłość do swojego dziecka. Powiedziałam wtedy, że to jest miłość tak potężna, której nie jestem w stanie opisać słowami. Jest to miłość bezwarunkowa, bezgraniczna i mam wrażenie, że każdego dnia, jeszcze mocniejsza niż wczoraj. Miłość, której nic nie zachwieje i nie zniszczy. Dodałam na końcu, trochę żartem, a trochę chyba, żeby jeszcze bardziej podkreślić, co mam na myśli, że najbardziej niesamowite jest to, że gdyby popatrzeć z boku, to moje dziecko wcale nie jest łatwo kochać. Proszę, abyś mylnie nie interpretował tych słów, już wyjaśniam, co miałam na myśli.

Powiem szczerze. Był taki moment w naszym życiu, gdy nasza córka, mówiąc delikatnie, dała nam popalić. Uświadomiłam sobie wtedy, że wychowywanie dziecka, nie do końca wygląda tak, jak sobie wyobrażałam. Mam między innymi wykształcenie pedagogiczne, więc wszystkie zagadnienia i teorie psychologiczno-pedagogiczne, nie miały przede mną tajemnic. Do czasu urodzenia się mojej córki. Kiedy poszła do przedszkola, okazało się, że postanowiła zachowywać się tak, żeby wszyscy zwrócili na nią uwagę i dobrze ją zapamiętali. Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało. Ile ja się wtedy nasłuchałam uwag, na temat mojego dziecka. Ile ja się wtedy zamartwiałam. Ile ja się nagadałam. Najbardziej zaskakujące było to, że zastosowanie wszelkich znanych mi metod wychowawczych, jakoś nie przynosiło natychmiastowej zmiany. Jak to, przecież tego uczono mnie na studiach? A ostatecznie wystarczyła miłość, konsekwencja i czas.

Pewnego razu zostaliśmy zaproszeni do przedszkola na przedstawienie z okazji dnia ojca. Puszczono nam wtedy nagranie. Każde dziecko spontanicznie mówiło, kim jest dla niego ojciec. Moja córka powiedziała wtedy: „Mój tato zawsze pomaga mi naprawiać moje błędy”. Nie powiedziała wtedy, że daje mi słodycze, że pozwala mi na wszystko, że zabiera mnie do kina, czy na plac zabaw. Oczywiście nie byłoby w tym nic złego, gdyby jakieś dziecko tak powiedziało. Ale to co powiedziała moja córka, było uderzające. Nawet teraz gdy to piszę, kilka lat później, czuję moc i znaczenie tych słów. Czuję mądrość tego kilkuletniego dziecka, które bez zastanowienia mówi, co jest naprawdę ważne i czego od nas potrzebuje.

Nie ma dzieci łatwych, trudnych, grzecznych, niegrzecznych. Są tylko dzieci, które potrzebują opieki, wyrozumiałości i wsparcia. Potrzebują rodziców, którzy będą je kochać niezależnie od tego, jaki przechodzą okres w swoim życiu. Którzy będą stali za nimi murem, niezależnie od tego, co będą mówili inni. Rodziców, którzy pomogą im naprawić błędy…

Napisałam wcześniej, że wychowywanie dzieci, nie było takie, jak sobie wyobrażałam. To prawda. Było ciekawsze, było fascynujące, wypełnione całą paletą emocji. Nauczyło mnie pokory, cierpliwości i wyrozumiałości. Ale również organizacji czasu, zarządzania zespołem, delegowania obowiązków. 😉 Macierzyństwo sprawiło, że dziś jestem taka, jaka jestem. I nie wystarczy powiedzieć, że jestem inna. Należy powiedzieć to wprost, że dzięki dzieciom stałam się lepszym człowiekiem. Moja macierzyńska droga wciąż trwa. Mam więc nadzieję, że droga do bycia jeszcze lepszym człowiekiem, również.

Wszystkim Ojcom, Tatom, Tatusiom życzę, by każdego dnia mieli jeszcze więcej satysfakcji i radości ze swojej roli. To Wasza najważniejsza rola – odegrajcie ją najlepiej, jak potraficie.

Jeden ojciec znaczy więcej niż stu nauczycieli.”

George Herbert

,,Ojciec powinien zdawać sobie sprawę z tego, że pewnego dnia dziecko podąży za jego przykładem, a nie za jego radami.” 

(Autor nieznany)

„Mądry ojciec to taki, który zna własne dziecko”.

William Szekspir

„Ten się nazywa ojcem, kto wychował, a nie kto zrodził…”. 

Talmud

„Nie jest sztuką zostać ojcem, sztuką jest nim być”. 

Wilhelm Busch